Upiór w Pieniężnie

Za usunięciem z Pieniężna pomnika „kata Wileńszczyzny” opowiadają się: władze samorządowe, IPN, MSZ, resort kultury, Parlamentarny Zespół ds. usunięcia z przestrzeni publicznej symboli nazizmu i komunizmu oraz szereg stowarzyszeń niepodległościowych i kombatanckich, na czele ze Światowym Związkiem Żołnierzy Armii Krajowej.

Pomnik gen. Iwana Czerniachowskiego straszy przy wjeździe do Pieniężna od strony Olsztyna.

Przypomina bryły wystawiane Armii Czerwonej w czasach PRL w całym kraju. Forma jest dość prosta – na postumencie u góry wykonano płaskorzeźbę twarzy generała, poniżej przedstawiono jego żołnierzy idących na front. „Tu 18 lutego 1945 roku podczas walk o wyzwolenie Warmii i Mazur został śmiertelnie raniony generał armii, dowódca 3. Frontu Białoruskiego, dwukrotny Bohater Związku Radzieckiego Iwan Daniłowicz Czerniachowski. Na wieczną chwałę bohaterowi – mieszkańcy ziemi olsztyńskiej” – głosi komunistyczny napis.

Obok władze Pieniężna umieściły współczesną tablicę informacyjną w języku polskim i rosyjskim. Wersję rosyjską jednak trudno zauważyć, bo znajduje się z tyłu. A polską ktoś zdewastował. Pozostają więc kamienne literki na temat sławy sowieckiego generała.

– To nie jest świetlana postać – mówi dr hab. Igor Hałagida z gdańskiego IPN, autor tekstu na nowej tablicy. Czerniachowski był rzeczywiście utalentowanym dowódcą. W czasie wojny był najmłodszym generałem, nazywano go „Kutuzowem Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”, zasłużył się w przeforsowaniu Dniepru, potem operacjach wileńskiej i kowieńskiej. Następnie dowodzony przez niego 3. Front Białoruski skierowano na Prusy Wschodnie. Podobno był już gotowy rozkaz Stalina o awansie 38-letniego generała na najwyższy stopień wojskowy – marszałka, gdy okazało się, że Czerniachowski nie żyje.

Miał zginąć przypadkowo trafiony odłamkiem niemieckiego pocisku podczas inspekcji oddziałów właśnie w Pieniężnie (niem. Mehlsack). Co do tej wersji istnieje wiele zastrzeżeń. Mieszkańcy miasteczka wątpią, czy rzeczywiście zginął w tym miejscu. Żywe jest przekonanie, że oficjalna wersja przykrywa zupełnie inne okoliczności śmierci. Niektórzy historycy przypuszczają, że mógł rzeczywiście zginąć od odłamka artyleryjskiego, ale własnego. Są też hipotezy o celowym uśmierceniu ambitnego oficera przez zazdrosnych towarzyszy broni. Spekulują o tym także historycy rosyjscy. Natomiast zupełnie pomijają jednoznacznie negatywne zdarzenia w życiu Czerniachowskiego.

Wileński podstęp

Największy cień jego biografii to zdarzenie z 17 lipca 1944 r. w czasie zdobywania przez Armię Czerwoną Wileńszczyzny. Wówczas zaprosił na rozmowy o wspólnej walce z Niemcami dowódcę wileńskiej AK ppłk. Aleksandra Krzyżanowskiego ps. „Wilk” i jego szefa sztabu mjr. Teodora Cetysa ps. „Sław”. Zamiast wojskowej narady zostali rozbrojeni i aresztowani. Tego samego dnia NKWD podstępnie aresztowało dużą grupę dowódców oddziałów AK zebranych na odprawie w Boguszach (mieli na nią przybyć Krzyżanowski i Czerniachowski).

Ten hańbiący dla oficera postępek lekceważą historycy rosyjscy, którzy najczęściej uważają Armię Krajową za siłę wrogą, której zwalczanie było naturalne i zrozumiałe. Autorstwo wileńskiego podstępu przypisują też nie Czerniachowskiemu, ale prowadzącemu operację „oczyszczenia terenu” gen. NKWD Iwanowi Sierowowi.

Niesłychana bezwzględność cechowała jednak i samego dowódcę 3. Frontu Białoruskiego. Gdy jego wojska miały wchodzić na niemieckie wówczas Prusy, wydawał rozkazy usprawiedliwiające mordy na ludności cywilnej i okrucieństwo. „Nie będzie litości dla nikogo… Na próżno żądać od żołnierzy Armii Czerwonej, żeby kierowali się litością. Oni płoną nienawiścią i żądzą zemsty. Kraj faszystów musi przemienić się w pustynię… Mordujcie, odważni czerwonoarmiejcy, mordujcie! Stosujcie się do wezwania towarzysza Stalina i rozdepczcie to faszystowskie zwierzę w jego jaskini. Łamcie siłą wyniosłość germańskich kobiet, bierzcie je bez umiarkowania jako łup. Zabijajcie odważni czerwonogwardziści… zabijajcie!” – pisał do podwładnych.

Dodajmy, że rozkaz stosował się do całej ludności Prus Wschodnich, nie tylko Niemców, ale całej ludności Warmii i Mazur, w tym Polaków czy też potomków Prusów, mówiących gwarą mazurską.

Retusz na czarno

Czerniachowskiego nie pochowano w Pieniężnie. Jego grób znajdował się przez lata w Wilnie, a po rozpadzie ZSRS Rosjanie zabrali go do Moskwy i pochowali na cmentarzu Nowodziewiczym. Dodajmy, że kilka miesięcy po śmierci generała podległe mu wojska uczestniczyły w wymierzonej przeciwko AK obławie augustowskiej.

Na domniemanym miejscu śmierci stanął tylko pomnik. Obecnie bardzo zaniedbany, chociaż trudno mówić o dewastacji. Teren wokół upamiętnienia dawno nie był porządkowany, pełno jest liści, śmieci, butelek. Wykonana pospiesznie przez Rosjan naprawa w rocznicę śmierci generała sprowadzała się do pomalowania na czarno twarzy Czerniachowskiego. Pod pomnikiem leżą stare wieńce, wszystkie podpisane po rosyjsku. Z napisów na szarfach wynika, że składają je władze miasteczka Mamonowo, tuż za granicą z obwodem kaliningradzkim.

Inicjatywa rozbiórki pomnika wywołała oburzenie w Rosji. Reagowało m.in. rosyjskie MSZ. W lutym przy „odnowionym” bez zgody miejscowych władz pomniku urządzono uroczystość z udziałem ambasadora Aleksandra Aleksiejewa i gubernatora obwodu kaliningradzkiego Nikołaja Cukanowa. Takie wydarzenie to ewenement. Wszelkie uroczystości tego rodzaju powinny być uzgadniane z lokalnym samorządem i zgłaszane do Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa. Im obchody są na wyższym szczeblu, tym więcej należy dokonać uzgodnień. W przypadku tak wysokiej rangi gości zagranicznych wymogi protokolarne nakazują udział w sprawie MSZ. Na przykład w tym roku ranga obchodów na lotnisku w Smoleńsku i w Katyniu była porównywalna do ceremonii rosyjskiej w Pieniężnie, a uzgadnianie ich przebiegu zaczęło się miesiąc wcześniej, konsul odbył kilkanaście rozmów z urzędnikami MSZ i administracji obwodowej. W Polsce Rosjanie nikogo o nic nie pytali.

Zdecydowana większość mieszkańców jest zdecydowanie przeciwna pomnikowi. – Przecież wiadomo, że on nie tylko z Niemcami walczył – mówią. Uważają, że sowiecki monument szpeci ich miasto. Tego samego zdania są władze samorządowe.

Humbug do Rosji

– W pierwszej wersji proponowałem przeniesienie tego pomnika na cmentarz żołnierzy sowieckich w Pieniężnie, ale stanowisko ROPWiM było takie, że na cmentarzach nie ma miejsca na takie rzeczy – mówi burmistrz Pieniężna Kazimierz Kiejdo. Chodzi o niewielką kwaterę na cmentarzu komunalnym, gdzie leży ok. 200 czerwonoarmistów, którzy zginęli w 1945 roku. Tam jednak jest już niewielki pomnik z tablicą pamiątkową. Konsultacje ciągnęły się przez kilka lat. Ostatecznie uchwałą rady miejskiej z 30 stycznia br. „wyraża się wolę rozebrania pomnika poświęconego generałowi Iwanowi Daniłowiczowi Czerniachowskiemu zlokalizowanego na działce nr 197 w obrębie nr 3 Pieniężno stanowiącej własność Miasta i Gminy Pieniężno”. Nie przesądzono o dalszym losie budowli, pozostawiając decyzję ROPWiM. Pomnik może być zupełnie rozebrany lub przekazany stronie rosyjskiej, jeśli ta będzie zainteresowana jego ustawieniem na swoim terytorium, na przykład w nazwanym na cześć Czerniachowskiego mieście Czerniachowsk w obwodzie kaliningradzkim.

Nieprawdziwa jest informacja o uchyleniu uchwały przez sąd. To nieporozumienie. Decyzję rady miasta skontrolował w ramach nadzoru nad samorządem wojewoda warmińsko-mazurski i uchylił jedynie błędną wzmiankę o publikacji uchwały w dzienniku urzędowym województwa. To jednak nie ma nic wspólnego z merytoryczną treścią dokumentu i jego prawomocnością.

Pieniężno dysponuje mocnymi podstawami dla swojej decyzji. Pozytywne opinie w sprawie usunięcia monumentu wydały: IPN, MSZ, ministerstwo kultury, Parlamentarny Zespół ds. usunięcia z przestrzeni publicznej symboli nazizmu i komunizmu. Poparcie dla inicjatywy wyraziło wiele stowarzyszeń niepodległościowych i kombatanckich, w tym Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej. Jedynie poseł SLD Tadeusz Iwiński napisał w interpelacji, że likwidacja pomnika zaszkodzi stosunkom z Rosją i „jest nie do przyjęcia w mieście, które jest objęte małym ruchem granicznym, i w regionie, który odwiedza wielu Rosjan”.

Według ustawy o samorządzie terytorialnym w Polsce wyłączne prawo do decydowania o pomnikach ma gmina. W przypadku sowieckich upamiętnień jest jednak problem umowy polsko-rosyjskiej z 22 lutego 1994 r. o grobach i miejscach pamięci ofiar wojen i represji.

Zawarto ją w związku z rozmowami o możliwości przeprowadzenia przez stronę polską ekshumacji w Katyniu i Miednoje. O zgodzie na takie czynności mówi zresztą oświadczenie ministrów spraw zagranicznych dołączone do umowy. Dokument ma treść bardzo podobną do kilku innych umów zawartych przez Polskę z sąsiednimi krajami. Uszczegółowiają one postanowienia konwencji genewskich dotyczących ofiar wojen i grobów wojennych.

Problem w tym, że umowa z Rosją posługuje się terminem „miejsca pamięci i spoczynku”. – Nie jest jednoznacznie rozstrzygnięte, czy dotyczy ona tylko i wyłącznie grobów i cmentarzy wojennych, czy jest rozszerzona na upamiętnienia symboliczne – tłumaczy Adam Siwek, dyrektor Wydziału Krajowego ROPWiM. Rosjanie uznają wzmiankę o „miejscach pamięci” za wystarczającą, by uregulowania dotyczące mogił i cmentarzy odnosić także do związanych z Armią Czerwoną pomników.

Sporządzono nawet listę upamiętnień, które Rosjanie uznają za „swoje”. Wykaz z 1997 r. liczy 561 pozycji, w tym 415 pomników, 77 obelisków, 46 tablic pamiątkowych i 23 upamiętnienia w postaci elementów uzbrojenia (np. pomniki-czołgi). Najwięcej na Śląsku i Pomorzu. Za ich stan odpowiadają samorządy. Od lat obiekty te stanowią dla władz problem, gdyż z jednej strony trudno się ich pozbyć, a z drugiej polskie gminy najczęściej nie mają ochoty szczególnie dbać o te miejsca. Rosjanie interweniują dopiero w przypadkach jawnej dewastacji lub np. umieszczenia antysowieckich napisów.

Gdy jednak gmina chce legalnie dokonać zmiany na terenie takiego upamiętnienia, w szczególności je usunąć, konieczne są uzgodnienia z Rosjanami. Umowa mówi o konsultacjach stron „w celu wypracowania uzgodnionych decyzji”. – Brakuje konkretnych zapisów, np. terminów na dokonanie uzgodnień, nie ma mowy, co zrobić w przypadku rozbieżności – dodaje Siwek. W rosyjskiej ambasadzie jest wydział historyczno-memorialny zajmujący się takimi sprawami, podlega on zresztą ministerstwu obrony. Ale instytucja ta najczęściej milczy. – Na przykład w sprawie warszawskiego pomnika Braterstwa Broni (Czterech Śpiących) od 2010 roku nie ma żadnego oficjalnego stanowiska Rosjan – słyszymy. ROPWiM przyjmuje, że brak reakcji w ciągu pół roku oznacza milczące przyzwolenie. Tak się stało m.in. ze „śpiącymi”, którzy przeszkadzali w budowie metra.

Czasem procedurę daje się przyspieszyć, gdy (jak na przykład w Gołdapi) włączy się inspekcja budowlana z nakazem rozbiórki z powodu zagrożenia bezpieczeństwa. Kiedy indziej rzecz się wydłuża, bo okazuje się, że pod pomnikiem ktoś jednak jest pochowany, a wcześniej nie było o tym informacji.

Obecnie ROPWiM kontaktująca się w imieniu Polski ze stroną rosyjską przystąpiła do konsultacji w sprawie Czerniachowskiego. Tym razem sprawa jest jednak głośna, a stan stosunków polsko-rosyjskich bardzo zły. Może się okazać, że ambasada będzie przedłużać rozmowy albo wyrazi zdecydowany sprzeciw i trudno będzie znaleźć rozstrzygnięcie bez jawnego konfliktu.

Piotr Falkowski

Źródło: Nasz Dziennik

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *